Transcendentalne Baśnie

…Dariusza Adamowskiego. Gdyby nie one, to większość moich najnowszych książek byłaby po angielsku! Teraz jest mniej więcej pół na pół. Autora znam stąd, że uczestniczyliśmy kiedyś w akcji Poeci dla Tybetu; która będzie miała miejsce także w tym roku (we Wrocławiu i w Brzegu). Od tamtej pory od czasu do czasu rozmawiamy o tym i owym; na przykład, co robią buddyści, kiedy doznają paniki egzystencjalnej? Otóż mogą wtedy powtarzać mantrę om mani padme hum (znaną również jako mantra współczujących Buddów).

Nie o tym jednak ta książka. Są w niej opowieści o różnych ludziach, których łączy to, że rzeczywistość jaką zwykliśmy uważać za obiektywnie prawdziwą przenika się u nich z tą, której realność można zakwestionować (ale może wcale się nie powinno). Całość ma wydźwięk melancholijny, ale czy kończy się smutno – to już zależy głównie od percepcji Czytelnika.

Wśród moich innych lektur wiele było ostatnio takich, które zmagały się z zagadką świadomości; naukowo lub nie, w mniej lub bardziej arogancki sposób; ostatni był chyba naukowiec który stwierdził, że nie tylko wszystkie istoty żywe, ale i my sami jesteśmy tylko biologicznymi komputerami, których rzeczywistość jest hologramem a egzystencja kończy się w chwili śmierci i zamienia w mroczne nic, podobnie jak Wszechświat w dalekiej przyszłości (mówią jednak że to wcale nie takie pewne, bo zjawiska obecnie ekstremalnie rzadkie mogą stać się kiedyś zupełnie powszechne – i co wtedy?).

Ostatnia książka z tej „serii” (chociaż zupełnie odmienna od pozostałych), to dzieło tak zwanego Setha, tajemniczej, niematerialnej postaci, przemawiającej przez Jane Roberts, amerykańską pisarkę i poetkę. Wspólnie z mężem, notującym wszystko co Seth dyktował podczas regularnych sesji, Jane Roberts opublikowała pokaźną kolekcję książek, wpisujących się w rozkwitający wówczas nurt New Age. Obecnie Seth i jego filozofie to kropla w morzu mniej lub bardziej podobnych publikacji, dlatego pewnie nie doczeka się polskiego wydania, jako że „efekt nowości” już nie działa.

Ja zabrałam się za pierwszą z „książek Setha” zaraz po tym, jak skończyłam „Baśnie” Dariusza Adamowskiego i miałam wrażenie, że Seth w przedziwny sposób podejmuje wątek tam, gdzie się on zakończył w „Baśniach”. W dodatku robi to z optymizmem i wiarą w ludzi, oraz w sens życia wszystkich innych ziemskich istot – jak również pozostałych zjawisk. Książkę Dariusza można zdobyć na wiele sposobów, co nie jest takie łatwe w przypadku dzieła Setha (a raczej Jane Roberts i jej męża Roberta F. Butts’a), więc oto cytat z tej drugiej:

„Fizyczny świat człowieka, z jego cywilizacjami i zjawiskami kultury, a nawet z jego technologią i nauką, odzwierciedla jego wrodzony pęd do komunikowania się, do ruchu na zewnątrz, do tworzenia, i do obiektywizacji odczuwanych wewnętrznych rzeczywistości. Najbardziej prywatne życie jakie można sobie wyobrazić wciąż jest sprawą bardzo społeczną. Najbardziej odosobniony samotnik musi wciąż polegać na biologicznej społeczności nie tylko jego własnych komórek ciała, ale w ogóle naturalnego świata, ze wszystkimi jego stworzeniami. Ciało, zatem, obojętnie jak prywatne, jest również publicznym, społecznym, biologicznym komunikatem.” – Seth, w: Jane Roberts, „The Individual and the Nature of Mass Events”

Jednego z opowiadań z tomu „Baśnie” można również posłuchać jako audiobooka:

„The Bisexual” (2018)

Właściwie dawno nie było recenzji! A jest o czym pisać. Do „The Bisexual” początkowo podchodziłam sceptycznie, ale po namyśle stwierdzam, że jest to wręcz wspaniały serial i chyba równie przełomowy, co „Pose” (2018), który opowiada o nowojorskiej społeczności osób trans (a konkretnie organizowanych przez nie „balach”; zabawa szybko została podchwycona nawet przez polskie kluby LGBT).

„The Bisexual” to serial napisany, wyprodukowany i wyreżyserowany przez Desiree Akhavan – moją rówieśniczkę! Mieliśmy już do czynienia z podobnym zjawiskiem przy serialu „Lepsze życie” (2016), który wyprodukowała na podstawie własnej biografii Pamela Adlon, odtwórczyni głównej roli. Tym razem także, zamiast narcystycznego popisu, mamy wysoko oceniony, wzruszający i prawdziwy serial.

Odtwórczynią drugiej głównej roli w „The Bisexual” jest Maxine Peake, znana ze świetnego serialu „Prawnicy” (2011), a najbardziej ostatnio można było ją zobaczyć w tym oto teledysku:

Na który trafiłam dzięki remanentowi (bardzo lubię udostępnianą przez niego muzykę!). To wszystko przewspaniała wiadomość; że mamy na radarze kolejną wszechstronną, odważną aktorkę, której trafiają się istotne role w serialach poruszających ważne tematy.

Leila, grana przez Desiree Akhavan, kończy wieloletni związek z o dziesięć lat starszą Sadie (Maxine Peake), nie mogąc się zdecydować, czy chce się w niego głębiej zaangażować. Następnie odkrywa, że nie jest lesbijką, jak do tej pory myślała, tylko biseksualistką. Serial niemal w każdym zdaniu rozprawia się ze wszystkimi schematami myślowymi, uprzedzeniami, nietaktami i stereotypami, istniejącymi zarówno wśród osób nieheteronormatywnych, jak i poza ich kręgiem (którym to przydługim opisem unikam określenia „społeczność LGBT”, bo go nie lubię).

Nie da się ukryć, że serial rozkręca się powoli. Po pierwszym odcinku można mieć wrażenie, że nie będzie czymś więcej niż „tęczową pogadanką moralizatorską”. Później jednak jest coraz lepiej, a całość robi bardzo osobiste, kameralne wrażenie i pełna jest autentyczności (i bardzo dobrego aktorstwa). Jedna z moich ulubionych scen, to „pierwszy raz” Leili z mężczyzną, po tym jak razem wylądowali na nudnej, egzaltowanej imprezie, porzuceni przez resztę swojego towarzystwa. Najpierw Leila i Jon-Criss postanawiają się powygłupiać, robiąc sobie śmieszne zdjęcia z uczestnikami imprezy, którzy nawet tego nie zauważają. Zabawa sprawia im tyle radości, że… lądują na podłodze w łazience, a Jon-Criss wzruszająco nie wie, czy Leila właściwie jest dziewicą, czy może nie jest. Ona z kolei zaczyna się śmiać… gdy on pyta, co ją tak śmieszy, odpowiada: „Po prostu myślałam, że to będzie takie inne. Myślałam że seks z mężczyzną będzie zupełnie inny, a nie jest.” …i tym samym pięknie demitologizuje oraz rozbraja ten temat, drażliwy dla obu „stron”; tej heteronormatywnej (te wszystkie uwagi, od „na lesbijki to bym popatrzył”, po „ale jak one właściwie to robią? Bo geje to rozumiem…”), oraz tej tęczowej (jeszcze nie wszędzie wygasłe debaty o tym, czy aktorzy mogą grać postać o odmiennej orientacji niż ich własna i jak to właściwie powinno wyglądać).

Inny drażliwy temat, z jakim mierzy się „The Bisexual”, to relacja między lesbijkami a kobietami o orientacji biseksualnej. Gdy Leila ujawnia swoim homoseksualnym przyjaciółkom, że jest bi, jej wyznanie traktowane jest jak zdrada własnego plemienia. Właściwie pojawiają się przy tej okazji wszystkie tematy, o których pisałam w tekście pt. „8 Pytań, które czas przestać zadawać biseksualnym ludziom”.

Wszystko to dzieje się w kameralnych i nastrojowych biurach i mieszkaniach Londynu, przywołując jego wyjątkowy klimat. Po sześciu odcinkach wygląda na to, że na tym nie koniec. Mam nadzieję!