Permakultura. Jak zacząć?

Miało być: jak zacząć na wiosnę, chciałoby się napisać: jak zacząć w wichurę, bo od wczoraj wieje jak na jakiejś Islandii. Bądźmy jednak poważni; permakultura to coś, co można zacząć o każdej porze i w każdą pogodę, a ten początek zawsze będzie mniej więcej taki sam.

Koncepcja ta liczy już sobie mniej więcej 42 lata. Tak dawno temu Bill Mollison i jego student David Holmgren wymyślili ideę „permanentnego rolnictwa”, czyli takiego, które nie wyniszcza środowiska w jakim się znajduje. Dziś rozumiemy to nawet jako ideę „permanentnej kultury”, stosując podstawowe zasady projektowania permakulturowego w wielu różnych kontekstach.

Permakultura opiera się na trzech podstawowych zasadach etycznych, oraz dwunastu zasadach projektowania. Ludzie poznają ją na różne sposoby. Ja pierwszy raz zobaczyłam charakterystyczne dla permakultury rozwiązania w gospodarstwie znajomych. Myślałam wtedy, że nie jest możliwe zastosowanie ich, bez wyprowadzenia się na wieś. Jeśli jednak potraktujemy je bardziej jak system filozoficzny, to cała idea okazuje się naprawdę elastyczna i twórcza.

Moja ulubiona cecha permakultury jako idei, to ogromna wiara w ludzi. To moim zdaniem odróżnia ją od innych strategii radzenia sobie z problemami naszych czasów, jak choćby globalne ocieplenie. A problemy te są poważne. Wiele z tych innych pomysłów – często równie ważnych i potrzebnych – zakłada tylko, że ludzie powinni przestać coś robić. Mniej zużywać, mniej podróżować, mniej jeść, mniej kupować. To oczywiście ważne, jednak permakultura daje nam coś więcej: odpowiedź na pytanie, co zrobić w zamian.

Właściwie nie tyle odpowiedź, bo ona dla każdego z nas będzie inna; jest raczej zestawem wskazówek, dzięki którym możemy tę odpowiedź dopiero znaleźć. Szukając jej, kierujemy się zasadami troski o Ziemię i troski o ludzi, oraz przeznaczania nadmiaru naszych własnych zasobów na realizację celów korzystnych dla Ziemi i ludzi – czyli dwóch pierwszych zasad.

Te idee brzmią bardzo górnolotnie, ale pierwszy krok w ich kierunku może być bardzo mały: wyhodować coś do jedzenia. Jak powiedział pewien japoński rolnik:

„Dla ludzkiego organizmu najlepsze jest pożywienie, które jest najbliżej. A to pożywienie, które trzeba zdobywać daleko, ma dla nas najmniejszą wartość.”

Masanobu Fukuoka, Rewolucja źdźbła słomy

Nie chodzi o pożywienie, które jest w sklepie pod blokiem, ale przybyło tam z drugiego końca świata, albo zostało wielokrotnie przetworzone zanim trafiło na sklepową półkę. Nie oznacza to też, że od razu wyhodujemy całe pożywienie, jakie jest nam potrzebne. Zazwyczaj i tak nie mamy do tego warunków. Na początek wystarczy szczypiorek na parapecie, który kiedyś zjemy na śniadanie. Już taka „mikro uprawa” potrafi pokazać, z jak wieloma innymi elementami jesteśmy powiązani.

Od razu pojawia się inny problem – widzenie zarówno przyrody, jak i ludzkiego świata jako bardzo złożonych i skomplikowanych systemów. Szybko zorientujemy się, że nasz szczypiorek na parapecie potrzebuje nie tylko światła i wody… a może okaże się, że do mieszkania w ogóle dociera bardzo mało dziennego światła?

Często potrzeby roślin i zwierząt (zwłaszcza udomowionych) są odzwierciedleniem naszych własnych potrzeb. Rośliny potrzebują wody, ale nie za dużo, ani nie za mało; światła, ale niezbyt intensywnego; okresów odpoczynku po intensywnej aktywności. My też! Zwierzęta potrzebują ruchu, towarzystwa, ale i przestrzeni, świeżego powietrza, interesującego otoczenia, ale i pewnej dozy rutyny… tak jak my. Jeśli więdną, chorują, sprawiają rozmaite problemy – to być może brakuje im czegoś, czego brakuje i nam. Natura nigdy nie oddziela roślin od zwierząt, a „inwazje” chwastów czy szkodników często okazują się jej strategią ratunkową – np. gwałtownym zwiększeniem materii organicznej na jakimś terenie.

„Przyroda składa i rozkłada, rozpuszcza i odnawia, wielokrotnie wykorzystując ten sam materiał, nie pozostawiając wysypisk śmieci ani toksycznych odpadów. W przyrodzie nie ma śmieci. Wszystko stanowi pożywienie dla czegoś innego, jest połączone, na śmierć i życie, z wieloma innymi gatunkami.”

Toby Hemenway, Ogród Gai

Nie jest łatwo troszczyć się o ludzi. Nawet zasady projektowania permakulturowego realizują oni bardzo różnie – widać to choćby po wyborze opcji omniworyzmu, wegetarianizmu czy weganizmu nie ze względu na to, która z nich jest najlepsza w danych okolicznościach, tylko z przyczyn ideologicznych. Każda z tych grup może mieć żal do pozostałych – wszyscy byliby jednak o wiele bardziej skuteczni, bezpieczni i szczęśliwi współpracując ze sobą.

„Jednym z głównych motywów taoizmu jest nauka o przemianach. Mówi ona, że w kosmosie nie ma nic statycznego, że wszystko jest w ciągłym ruchu. Jeśli coś wydaje nam się stałe, to dzieje się tak dlatego, że proces powstawania lub rozpadu jest tak powolny, iż nie jesteśmy w stanie go spostrzec. […] Przyroda nie »myśli« w kategorii lat, lecz tysiącleci.”

Barbara Temelie, Odżywianie według Pięciu Przemian

Jeśli zdecydujemy się działać we współpracy z naturą, a nie przeciw niej, to okaże się że możemy jej pomóc zregenerować środowisko w którym żyjemy nawet szybciej, niż zrobiłaby to sama. Warto pamiętać, że w interakcji z naturą nie jesteśmy tymi, którzy wymyślają reguły gry. W książce „Istota Permakultury” Davida Holmgrena jest dwanaście zasad, którymi się kierujemy:

1. Obserwuj i współdziałaj
2. Łap i magazynuj energię
3. Uzyskaj plon
4. Stosuj samoregulację i akceptuj informację zwrotną
5. Stosuj i ceń surowce i usługi odnawialne
6. Nie produkuj odpadów
7. Projektuj od wzorców do detali
8. Łącz, zamiast rozdzielać
9. Preferuj małe i powolne rozwiązania
10. Stosuj i ceń różnorodność
11. Korzystaj z krawędzi i ceń granice
12. Kreatywnie stosuj zmiany i reaguj na nie

Inną powszechną zasadą jest stosowanie pięciu stref – od pierwszej, w której działamy najintensywniej (i mamy ją najbliżej), po piątą, którą pozostawiamy naturze i służy nam tylko do obserwacji. Warto o nich pamiętać, nawet jeśli nie projektujemy samowystarczalnego siedliska. To dzięki strefom możemy z biegiem czasu zaobserwować, jak szybko zwiększa się bioróżnorodność w danej okolicy.

Wielu ludzi zniechęca się tym, że po początkowym zachwycie równowagą i skutecznością dojrzałych systemów permakulturowych odkrywają, jak wiele nauki i pracy wymaga stworzenie ich. W mieście czy na wsi, albo gdzieś pomiędzy – permakultura nie jest dla tych, którzy nie lubią się zmęczyć i pobrudzić ;) ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi…

Ten tekst, to moje notatki do spotkania, które odbędzie się za dwa tygodnie (21.02) w Macondo na Pomorskiej 19, o godzinie 18:00. Do zobaczenia!

P.S. Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że kobiety już to wszystko wiedziały dawno i robiły lepiej – jak twierdzi moja ulubiona wojująca feministka, Vandana Shiva:

„Systemy rolne ukształtowane przez kobiety mają kilka kluczowych cech. Uprawy są na małą skalę. Zasoby naturalne – ziemia, woda, bioróżnorodność – są chronione i odnawiane. Prawie nie polegają na paliwach kopalnych i chemii […]. Dodatki potrzebne do produkcji takie jak nawozy są produkowane na miejscu z kompostu, obornika, lub roślin wiążących azot. Różnorodność i integracja są kluczowe a wartości odżywcze są priorytetem. Małe gospodarstwa prowadzone przez kobiety maksymalizują wartości odżywcze na danym obszarze, jednocześnie oszczędzając zasoby.”

Vandana Shiva, Staying Alive. Women, Ecology, and Development

View this post on Instagram

Weekend Hashtag Project: #WHPnaturalbeauty Our planet is a timeless source of discovery, wonder and inspiration. This weekend, let’s celebrate Earth’s beauty. Here are a few tips to get you started: Spend time in a majestic landscape. Mountains, beaches, plains, forests — our land is diverse and grand, and it would take lifetimes to experience it all. How much can you capture within the frame of one photograph or video? Look for action and movement within the larger scene. Focus on the smaller details. Our planet may be vast, but there are millions of tiny, beautiful moments playing out in front of us every day: a blooming flower pushing through the cracks in the sidewalk, a trickle of water feeding a small pool in the forest or a tree swaying gently in the breeze. Keep an eye out for how nature weaves its way into man-made scenes. City and country alike have their own elements of natural beauty. PROJECT RULES: Please add the #WHPnaturalbeauty hashtag only to photos and videos taken over this weekend and only submit your own visuals to the project. If you include music in your video submissions, please only use music to which you own the rights. Any tagged photo or video taken over the weekend is eligible to be featured next week. Featured photo by @livingitrural

A post shared by Instagram (@instagram) on

Trochę o życiu, trochę o śmierci… i o pasterce Lauren M.

Otóż permakultura i ekologia często kojarzą się z wegetarianizmem, a nawet weganizmem. Wielu ludzi myśli że ja także jestem wegetarianką; i w praktyce rzeczywiście niemal tak jest, ale w teorii (czy raczej ideologii) – zupełnie nie. Otóż ja staram się jeść tylko te zwierzęta, które miały nie więcej niż jeden zły dzień w życiu (jak to określił mój permakulturowy idol). Można się domyślić, który to dzień. Ponieważ bardzo rzadko takie zwierzęta spotykam, a sama ich nie hoduję w tym celu, to w praktyce jestem tak zwaną fleksitarianką (a co, też jest na to fajne słowo).

Faktem jest, że bioróżnorodność na Ziemi jest poważnie zagrożona i co rozumniejsze istoty ludzkie decydują się nawet, by z tego powodu nie mieć dzieci. Faktem jest też, że gospodarstwa permakulturowe w których żyją zwierzęta (i spełniają przynajmniej trzy różne funkcje) są wydajniejsze niż ich wyłącznie roślinne odpowiedniki. No i jest prawdą, że gdyby ludzi na Ziemi nie było po prostu za dużo, to ani plastik, ani śmieciowe jedzenie, ani zanieczyszczenie powietrza nie byłyby problemem (dlatego najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów świata jest radykalny feminizm).

Możemy tylko przystosować się do nadchodzących zmian i nie uda nam się to, jeśli dalej będziemy oddalać się od natury; wbrew temu, co twierdzą hipsterzy w stolicach świata, którzy są bardzo zero waste i cruelty free, ale płaczą że w Berlinie nie można dostać meksykańskich pomidorów, a na wakacje lecą na drugi koniec planety, o którą tak się troszczą. Oczywiście, nie ma się co zżymać; po pierwsze, kto bogatemu zabroni. Próbowaliśmy i jak dotąd nie udało się zabronić niczego. Po drugie, nawet w największym kryzysie klimatycznym nie każdy musi chcieć zbliżać się do natury, zwierząt, roślin, ani nawet wyhodować sadzonki z korzenia pekinki na parapecie. Dróg do szczęścia jest bardzo dużo, a wybór między życiem, cierpieniem i śmiercią nigdy nie jest łatwy. Oddaję głos Lauren M.:

Właścicielka wegańskiego sanktuarium dla kóz zażądała, bym oddała jej jedną z moich samic, którą przeznaczyłam na mięso. Kiedy odmówiłam, udostępniła moje imię i profil swoim 600 tysiącom fanów wiedząc, że mnie zaatakują – i tak zrobili.
Wczoraj ktoś wszedł na moje gospodarstwo i ukradł tę kozę, która była przeznaczona na mięso.
To, czego ci ludzie wydają się nie pojmować, to że mogę kochać zwierzę i jednocześnie zadać mu śmierć.

List Lauren jest ważny moim zdaniem właśnie dlatego, że porusza w nim wiele istotnych wątków, o których bardzo rzadko się mówi. Jak często właściciele domowych pupili skazują je na długie cierpienia, tylko dlatego że nie potrafią się z nimi rozstać?

Biliony ludzi zjedzą dziś mięso, tak jak i jutro i każdego następnego dnia. Ale ludzie zaczynają rozumieć, że chcą jeść mięso zwierząt hodowanych w lepszych warunkach. Przede wszystkim, szukają zwierząt które były zadbane.

Rolnicy hodują zwierzęta wiedząc, że pewnego dnia one umrą, by was nakarmić. Jestem z nimi w dniu ich narodzin i jestem z nimi w dniu ich śmierci, i każdego dnia pomiędzy. Jestem z nimi gdy są chore, gdy są głodne, gdy są spragnione i bardzo często jestem z nimi tylko dlatego, że wolę ich towarzystwo.

Czy to nie lepsze podejście, niż traktowanie zwierząt gospodarskich jak maltretowaną kurę, za którą niedawno sędzia obniżył wyrok, bo przecież „maltretowanie kury jest mniej szkodliwe społecznie”?

Wielu z nas spędza więcej czasu ze zwierzętami, niż z naszymi najbliższymi.

Kochamy je, bo wy nie możecie. Nasze społeczeństwo nie rozwinęło się w taki sposób, który pozwalałby nam dalej być blisko gospodarstw. Byłoby niemożliwe, by wszyscy wrócili do hodowania własnego jedzenia.

Stąd moim zdaniem bierze się traktowanie współczesnych problemów w oderwaniu od siebie; zero waste, cruelty free, slow food, to coraz częściej tylko puste hasła, które nie łączą się w żadną sensowną całość.

[…] Do osoby która ukradła zwierzę z mojego stada, ma na imię Parsley i uwielbia marchewki. Nie karmcie jej zbożem. Jest 100% na trawie i dostałaby kwasicy. Uważajcie zamykając ją. Łatwo się zaklinowuje i będziecie musieli ją sprawdzać przynajmniej dwa razy dziennie.

Udostępnijcie tę historię. Wielu drobnych rolników takich jak ja zrezygnowałoby po czymś takim, ale ja nie zrezygnuję i żaden inny mały rolnik też nie powinien.

Lauren nie ujawniła tożsamości organizacji, która ją zaatakowała. Deklaruje, że jej list jest tylko wyrazem wsparcia i solidarności dla innych małych rolników, którzy dbają o swoje zwierzęta. Dawno straciłam zaufanie do większości organizacji „prozwierzęcych”, chociaż wiem że chcą dobrze; i mam nadzieję, że zwierzęta będące pod ich opieką też mają nie więcej niż jeden zły dzień w życiu.

Wielu ludzi nie je mięsa z przyczyn ideologicznych, albo wierzą że to po prostu zdrowe. Nasze psy i koty mają ogromny „ślad węglowy”, nie tylko dlatego, że zazwyczaj jedzą mięso, ale też dlatego, że ludzie często kompulsywnie wręcz zasypują je wszelkimi możliwymi zabawkami i gadżetami. Nie pełnią też żadnych funkcji w gospodarstwach, z których bierze się nasze jedzenie, bo zazwyczaj po prostu nie są ich częścią.

Nie twierdzę, że od teraz powinniśmy hodować tylko zwierzęta gospodarskie i pracujące; ale popadanie w skrajności i traktowanie złożonych systemów i problemów jakby były przypadkowym zbiorem chwytliwych haseł prowadzi donikąd. Znacznie lepiej byłoby znaleźć w naszym świecie miejsce dla zwierząt i walczyć przede wszystkim o jakość ich życia, oraz nie oddalać się od natury naiwnie myśląc, że kiedyś wszyscy będziemy szczęśliwi żyjąc w zabetonowanych miastach i jedząc larwy much.

Projektowanie permakulturowe a systemy złożone

Nie pomyliły się Państwu blogi, tylko nagle natchnęło mnie na rozważania paranaukowe. Tak naprawdę jest to początek prac Flory Eerschay nad jej wiekopomnym dziełem, które skompletuje przyszłej wiosny za pomocą kompletnie nieznanej artystki. Na szczęście nie będzie to dzieło naukowe, tylko zdecydowanie artystyczne.

Do rzeczy: permakultura, to gałąź projektowania ekologicznego. Warto przeczytać artykuł na ten temat na Wikipedii, który linkuję, bo już teraz jest bardzo rozbudowany. W historii edycji widać że wciąż nad nim ktoś pracuje, choćby wprowadzając drobne poprawki, a i mi przypomniało się teraz kilka rzeczy, które dodam w wolnej chwili (głównie do bibliografii i linków). Takie artykuły mnie bardzo cieszą, bo czasem wydawać by się mogło, że więcej jest ludzi którzy wolą ponarzekać na Wikipedię, niż poświęcić jej trochę czasu i pracy.

System złożony jest dokładnie tym, na co nazwa wskazuje; systemem, który jest złożony. Zazwyczaj nie myśli się tak o ogrodzie, przynajmniej takim „działkowym”, gdzie w jednym rządku jest to, a w drugim rządku tamto – ani o ogrodzie „ozdobnym”, który może być podzielony na plan pierwszy, drugi i trzeci, niczym obraz albo scena, ale raczej z myślą o odbiorcy niż o relacjach między roślinami. Oczywiście nie jest to podział czarno-biały, tylko różne tego typu koncepcje mogą ewoluować i się przenikać, zależnie od wiedzy i intencji ogrodnika.

Badania nad takimi systemami znajdują zastosowanie w niektórych dziedzinach fizyki, nauk biologicznych, oraz społecznych. Mają one następujące cechy:

  • system złożony ciągle ewoluuje i rozwija się – czy nie tak powinniśmy myśleć o każdym ogrodzie, czy w ogóle miejscu gdzie żyją ludzie?
  • występuje w nim mnogość interakcji między różnymi komponentami – a to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie bierzemy pod uwagę w projektowaniu permakulturowym
  • decyzja o wyznaczeniu granic systemu zależy w wysokim stopniu od obserwatora – także ogród może być na różne sposoby powiązany nawet ze swoim dalszym otoczeniem, z czego nawet możemy nie zdawać sobie sprawy; czego przykładem jest „internet grzybów”, za pomocą którego porozumiewają się rośliny
  • systemy złożone są przeważnie otwarte – nie posiadają równowagi energetycznej, lecz mogą być stabilne – w dojrzałym ogrodzie permakulturowym dążymy do całkowitej samowystarczalności i zamkniętego obiegu materii, ale stabilność możemy osiągnąć zanim to nastąpi
  • są to układy dynamiczne – podlegają zmianom w czasie i poprzednie stany mają wpływ na stan obecny
  • komponenty systemu złożonego także mogą być systemami złożonymi
  • występujące relacje (zależności) mają charakter nieliniowy – małe zakłócenia mogą przynieść duże zmiany w wyniku końcowym (efekt motyla), zmiany proporcjonalne lub nie przynieść zmian w ogóle (nieliniowość)

Ot, nieco inny punkt widzenia!