Portret kobiety w ogniu (2019)

To ten film, na który waliły dzikie tłumy podczas festiwalu Nowe Horyzonty. Dlatego obiecywałam sobie, że jak już uda mi się go zobaczyć, to poświęcę mu osobny artykuł. Tylko dzisiaj był grany siedem razy w trzech kinach, więc na pewno każdy miał szansę… i bardzo dobrze, bo powinni znać go wszyscy. Nie tylko ze względu na piękno (jakoś tak jest, że wszystkie filmy z malarstwem jako głównym wątkiem są bardzo piękne, ale ta estetyka jest dość mocno ujednolicona), nie tylko ze względu na odwagę i poetyckość, ale też dlatego, że mądrze opowiada o ważnych rzeczach.

Heloise, córka bogatej francuskiej szlachcianki, wraca z zakonu po śmierci swojej starszej siostry, która spadła z klifu. Towarzysząca jej wtedy pokojówka podejrzewa samobójstwo, z powodu niechęci do wyjścia za mąż za bogatego kawalera z Mediolanu; którym to małżeństwem matka pragnie ubarwić życie nie tylko córki, ale i swoje. Niedoszła zakonnica ma podzielić los starszej siostry; najpierw jednak potrzebny jest portret, który zostanie wysłany kandydatowi na męża, żeby mógł zdecydować, czy wybranka mu się podoba.

Ta nieco perwersyjna fabuła jest tłem dla rozwijającego się romansu Heloisy i wyemancypowanej malarki Marianne. One same kojarzą swój los z mitem o Orfeuszu i Eurydyce. Na kilka dni zostają tylko z młodszą od nich pokojówką, która okazuje się być w niechcianej ciąży… ze spokojem i akceptacją pomagają dziewczynie ją usunąć. Nie pomaga jednak bieganie do upadłego po plaży, picie naparu z ziół i wiszenie na rękach pod sufitem… udają się więc do starej zielarki, która sprawnie usuwa ciążę, kładąc dziewczynę na łóżku, na którym bawi się dwoje małych dzieci…

W filmie niemal w ogóle nie pojawiają się mężczyźni. Drugi plan jest tak oszczędny, że momentami przypomina teatr telewizji (jeden z recenzentów nazwał Celine Sciamma, reżyserkę i autorkę scenariusza, „francuską minimalistką”). Jednocześnie stwarza miłe wrażenie bliskości, autentyczności i – mimo kostiumów – naturalności bohaterek. Noémie Merlant (Marianne) i Adèle Haenel (Héloïse) czasem wyglądają jak współczesne dziewczyny, które bawią się w film kostiumowy… co jest bardzo miłe. Wyobrażam sobie, że film Dzikie Noce z Emily (2018) może mieć podobny klimat, niestety wciąż nie udało mi się go zobaczyć.

Z instagrama Celine Sciamma:

View this post on Instagram

🔥♥️🙏🏻

A post shared by 🔥🖼Celine S🖼🔥 (@celine_sciamma) on

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s