Pragnienie wolności

Na zdjęciu Janusz Radwański, jeden z poetów biorących udział w tegorocznej akcji, czyta swój wiersz z artystycznego egzemplarza, w Herbaciarni w Brzegu. Fot. autorka.

Tybet mnie fascynował już wtedy, kiedy studiowałam etnologię. Nie brakuje na świecie kultur, pradawnych jak i współczesnych, obdarzonych nieprzeciętnym zbiorowym rozumem, ale z jakiegoś powodu ta jedna ciągle jest usuwana z mapy świata przez kraj, który sam z siebie zrobił fabrykę tanich gadżetów… trochę jesteśmy wszyscy temu winni, za każdym razem gdy wydaje nam się, że bezwartościowa tandeta jest nam bardziej potrzebna, niż „droga środka”… ta z kolei, przypomina mi ideę permakultury – gałęzi projektowania, którą odkryłam próbując (wtedy bezskutecznie) wyhodować coś w ogrodzie. Permakultura odnosi się głównie do architektury i projektowania przestrzeni, jak sugeruje jej angielska nazwa: „permanent agriculture”. Wolę jednak rozumieć ją jako ideę „permanentnej kultury”, bo i w tej sferze – poezji, sztuki, różnego rodzaju narracji, możemy spełniać jej trzy podstawowe zasady: troszczyć się o Ziemię, o ludzi, oraz dzielić się nadmiarem. Takie działanie, jak Poeci dla Tybetu, wpisuje się właśnie w tę filozofię i może dlatego jest zjawiskiem niebywale trwałym. Może dlatego przynosi co najmniej tyle samo dobra nam samym, co prześladowanym Tybetańczykom. 

Moim wkładem była książka artystyczna wykonana w trzech egzemplarzach, z wierszami wszystkich poetów, którzy wzięli udział w akcji w tym roku. Niektóre z tych wierszy odzwierciedlają czyjś osobisty stosunek, z tutejszej perspektywy, do tego odległego kraju; inne nie dotyczą w ogóle Tybetu, czasem prowadząc dialog między sobą… a na końcu znalazły się te, które w najbardziej dobitny sposób przypominają o dramacie tego kraju (i nie tylko tego, bo to, czego doświadczają Tybetańczycy, jest niestety wspólnym doświadczeniem wielu ludzi w dzisiejszych czasach; nawet wielu Chińczyków, jak przypuszczam).


Ostatni wieczór akcji „Poeci dla Tybetu” to była też fantastyczna muzyka. W trakcie koncertu próbowałam zlokalizować jedną z moich „książek-amuletów”, ustawioną na małym postumencie z tyłu sceny. Poznałam ją w obiektywie po niebieskim światełku kontrolki jakiegoś urządzenia (pewnie od dźwięku), na którym stała; a nad książką i światełkiem kręciła się wielka animacja wirującego Księżyca, towarzysząca koncertowi zespołu Signal to Noise Ratio. Haniebna jakość filmów i zdjęć wykonywanych niemłodym już telefonem czasem daje niespodziewane rezultaty; niebieska kontrolka i wirujący Księżyc były dla obiektywu zjawiskiem niepojętym i zaczęły wyglądać jak „wschód Ziemi”, widziany przez kosmonautów z Księżyca podczas misji Apollo 11. Bladoniebieska kropka na zdjęciach z tej misji to „tu”, gdzie wszyscy jesteśmy… Tybet też.

Jedna myśl na temat “Pragnienie wolności

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s