Dialog z Dialogiem – część druga

Teraz będą cytaty. Sama jestem ciekawa, co wyniknie z takiego przefiltrowania tych tekstów; ale nie zabrałam się za to wcześniej, bo temat jawił mi się przede wszystkim bardzo smutny. Niby dlaczego część jakiejś historii tak zwyczajnie pomijać, bo ze względu na płeć wydaje się mniej ważna? Przyczyny tego są oczywiście skomplikowane, ale ostateczna ostateczność jest prosta i smutna (a do tego inni blogerzy uparcie ogłaszają koniec świata, jakby jesiennej nostalgii było mało). W ramach pocieszenia na fejsbukowym profilu delektowałam się piosenką z najbardziej poetyckiego serialu, jaki ostatnio oglądam, podziwiałam panią która wyjmuje wędkarskie haczyki z paszcz rekinów i cieszyłam się, że gdzieś w Churchill Downs milion dolarów wygrała dwuletnia klacz, która ma umaszczenie podobne do koloru piórek na grzbiecie sójki. Znalazłam nawet przywrócony z zaświatów portal ze starymi filmami, gdzie można zobaczyć jeden z frywolnych filmów Dorothy Arzner (pierwszej hollywoodzkiej pani reżyser a zarazem jawnej lesbijki), oraz księgarnię w Londynie, która reanimuje zapomnianą literaturę kobiecą z początku i połowy dwudziestego wieku.

Niewiele pocieszona, wracam do Dialogu. A tam: „Teatr idiotyczny. Początki”, autorstwa Joanny Krakowskiej. Najpierw w tekście pojawia się Julia Andrews, która w musicalu Victor Victoria grała „tytułową rolę kobiety udającej, że jest mężczyzną udającym kobietę”. To częste. Z jakiegoś powodu udawanie udawania jest ciekawsze niż zwykła stuprocentowa kobiecość, może dlatego że bardziej widowiskowe. Może i lepiej, bo ja na widok stuprocentowo kobiecych aktorek natychmiast padam trupem (z miłości).

Następnie jest o tym, że współpraca Andyego Warhola z Ronaldem Tavelem skończyła się, gdy jego supergwiazda Edie Segwick odmówiła występowania w „perwersjach Tavela”. A później sporo argumentów za tym, że robienie okropnych rzeczy w teatrze jest super (naprawdę niewiarygodne, że w tym numerze nie ma ani słowa na temat Sary Kane). Później dalsze losy Shower (to ta perwersja) i Charles Ludlam, który za młodu był pod wrażeniem eksperymentalnych filmów; np. Lupe, o meksykańskiej gwieździe Lupe Velez. Ludlam zagrał jej lesbijską kochankę.

Później jeszcze jedna wzmianka, na temat scenariusza Warholowskiego Screen Test. Scenariusz zakładał „obecność jeszcze jednej aktorki” (pierwszą grał mężczyzna), „młodej kobiety, która pragnie sprostać wizerunkowi gwiazdy, ale oczywiście nie jest w stanie dorównać charyzmatycznej drag queen”. To też częste. Można napisać o tym cały artykuł, albo i książkę. Można porównać ze światem przyszłości który powoli inscenizuje Instagram, gdzie prawdziwi ludzie nie są w stanie dorównać starannie zaplanowanym wizualnym kreacjom.

Następny fragment jest nawet zabawny: omawiany artysta tworzy swoją pierwszą sztukę, Big Hotel, w oparciu o Grand Hotel z Gretą Garbo. Czy autor był świadomy plotek (dziś właściwie już ujawnionych, choćby w pamiętnikach Mercedes de Acosty) na temat homoseksualnej orientacji tej hollywoodzkiej megagwiazdy? Nie wiadomo, ale dziwne że w takiej publikacji o tym nie wspomniano (chyba nie dlatego, że Greta Garbo była aktorką filmową).

Na koniec jest jeszcze o tym, że „legitymizacja własnej performatywnej kobiecości” w wykonaniu nieheteronormatywnych mężczyzn „przybierała czasem brutalne formy”, na przykład wtedy, gdy Ludlam rzucił w aktorkę tamponem w trakcie spektaklu. To obrzydliwe zjawisko, chyba mające korzenie w traktowaniu aktorek jako istot podrzędnych także przez mężczyzn hetero związanych z teatrem – reżyserów, producentów, innych aktorów itd. Akcja #MeToo ujawniła jego skalę. Stereotypowo, geje uważani bywali za „najlepszych przyjaciół kobiety”. Widocznie nie wtedy, kiedy walczą o swoją „legitymizację”.

Tekst podsumowuje nawiązanie do dzisiejszego Białego Domu z Donaldem Trumpem na czele, który „legitymizuje żenadę jako normę”. Biały dom „po prostu jest serio”, podczas gdy „teatr idiotyczny” miał „zwracać się przeciwko jakiemuś wielkiemu serio”. Szkoda tylko, że w przypadku kobiet w nim obecnych miało to postać poniżania, wyśmiewania, ignorancji i perwersji; przynajmniej o tym tylko mówią fragmenty, które ich dotyczą.

Już w następnym odcinku: o korzeniach teatru queer, czyli jak mówimy „osoba queer”, to widzimy mężczyznę niehetero, albo mężczyznę przebranego za kobietę.

Na pocieszenie coś ładnego, nieteatralnego, w koński sposób dziewczęcego – Jaywalk o umaszczeniu różano siwym (rose grey). Jej imię oznacza „przechodzić przez ulicę w niedozwolonym miejscu”, a samo jay – to sójka. Prowadziła od startu do mety – to się nazywa girlpower!

 

Jedna myśl na temat “Dialog z Dialogiem – część druga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s